Niedziela Zesłania Ducha Świętego [ słowo na niedzielę ]

Zesłanie Ducha Świętego – to dopełnienie zwycięstwa Jezusa nad śmiercią i grzechem. Mówimy także, że to wyprowadzenie apostołów z przytulnego, ale przecież małego Wieczernika, by głosić Ewangelię. Dziś czcimy także narodziny Kościoła – świętej wspólnoty, gdzie wszyscy jesteśmy „zrodzeni” dla życia wiecznego – byliśmy umarli, a dzięki mocy Boga, Ducha Świętego, prawdziwie żyjemy.

 

W zabieganiu łatwo stracić to z oczu, skupić się na wycinkowym przyjmowaniu chrześcijaństwa – tego, co łatwiejsze, i tego, co w danym momencie wydaje mi się najbardziej potrzebne. Od wielkich deklaracji pójścia za Jezusem bardzo szybko przechodzę do rozgrzeszania się z wybranych przeze mnie grzechów, a od mocnych postanowień do ulegania pokusom, bo akurat ta jedna wybrana pokusa nie ma prawa zostać poddana uzdrawiającej mocy Zmartwychwstałego. Równie szybko kroję swoją świętość na swoją miarę i moje dawanie świadectwa pod wyłącznie moją ochotę, perspektywy i plany. Przeskakuję „duchowo” z kanału na kanał, na niczym nie skupiając się na dłużej. Nie podejmuję ostatecznych decyzji, bo może coś jeszcze się zmieni, otworzą się we mnie lub w innych jakieś inne drzwi. Wyczekuję.

 

Duch Święty wyprowadza apostołów z Wieczernika, by głosili Ewangelię, by stali się uczniami-misjonarzami. Tak – właśnie po to przychodzi Duch Święty – by wlać w nich zmysł wiary, pomóc w rozeznaniu, co ma być celem ich życia – celem ostatecznym, jedynym, życiodajnym i Bożym. I to w każdej sytuacji, niezależnie od stanu życia, niezależnie od zdrowia i chorób, niezależnie od wad, nałogów i powtarzających się grzechów – mają być uczniami-misjonarzami Dobrej Nowiny.

 

I w taki sposób z życia rozsypanego jak zabawki dziecka – bo co trochę coś nowego mnie zajmuje, pochłania i martwi – z mojego życia pełnego wątpliwości i zniechęcenia, Bóg czyni tworzywo, glinę dla nowego apostoła, ucznia – misjonarza.

 

W praktyce niewiele potrzeba – poddać się dziś działaniu Ducha Świętego będzie znaczyło zgodzić się na takie powołanie, podjąć konkretne postanowienie świadectwa o Nim, zaprzestać duchowego przeskakiwania po wiadomościach, by żadnej nie przyjąć na serio. Duch Prawdy doprowadza do całej prawdy, nie tylko jakiejś częściowej – jestem kochany przez Boga, moje życie ma sens i przez wysłuchanie Boga do końca, i przyjęcie Go, może przynieść obfity owoc.

Czas skończyć z myśleniem o Duchu Świętym jak o jakimś dobrym duszku z bajki, który podpowiada na egzaminie, jaką odpowiedź wybrać, lub o gołębicy, która gdzieś tam wysoko wisi sobie nad ołtarzem.
To Bóg, który sam przynosi mi Dobrą Nowinę o śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, chce, by stały się one najważniejszymi wydarzeniami mego życia, nadały mu jedność i spójność oraz pchnęły na drogę pomocy bliźnim w podobnym życiowym wyborze. Bóg nie czeka i wyrywa mnie z mojego wyczekiwania.

Źródło: www.slowo.redemptor.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Top