Cichosz na wokandach

Poseł z Żółkiewki podał mnie do sądu i dwa razy przegrał. Kontaktują się ze mną ludzie, których wcześniej pozywał. Też poprzegrywał. Ludzie ślą mi dokumenty z tych spraw. Kto podsunął Kaczyńskiemu takiego jegomościa na listę PiS, za którym stoi dziwne towarzystwo?

W Kraśniczynie zawiązało się kółko plastyczne. Jak widać działa prężnie i nawet ma swoje zdanie na temat Cichosza…

Lucjan Cichosz, od kilku miesięcy poseł PiS, bo kilka osób z listy nie przyjęło mandatu, w wyborach w 2014 r. uciułał zaledwie nieco ponad 4,5 tys. głosów. Człowiek bardzo majętny i wpływowy, wieloletni działacz ZSL, w kapitał wszedł po 1990 r., w czym niezmiernie pomogła mu polityka. Już dawno zarzucił praktykę weterynaryjną w Żółkiewce, suto teraz żyje z wynajmu, jeszcze do niedawna z wielkich apanaży w państwowych spółkach, a teraz jeszcze z posłowania. Mimo swoich 69 lat znowu ubiega się o reelekcję. Na bannerach rzucił hasło „jestem dla was” Jaki on „jest dla nas”przekazuję poniżej.

Z armaty do wróbla

Zacznę od swojej skromnej osoby, potem przedstawię następne – wszyscy z wokandą w tle. Otóż 25 września br. „nasz”poseł i kandydat PiS wystąpił do Sądu Okręgowego w Zamościu z wnioskiem o wydanie orzeczenia w trybie art.111 Kodeksu Wyborczego – trybie błyskawicznym, z którego zwykle korzystają w wyborach kandydaci na posłów z konkurencyjnych komitetów wyborczych. Lucjan podał mnie, Piotra Ślusarczyka, zwykłego obywatela, blogera, szaraczka. Ze swojej politycznej haubicy kaliber 111 KW chciał mnie, wróbelka, zastrzelić. Jak zwykle, przestrzelił, a wystrzelona armatnia kula jeszcze leci hen po politycznym horyzoncie. Coś mi się zdaję, że trafi chyba w niego – już w najbliższą niedzielę, w dniu wyborów. Wielu wyborców, zwłaszcza w naszym powiecie, pokaże mu czerwoną kartkę, bo już dobrze go zna. Panie Cichosz, znowu Pan przekroczył granicę. Gubi Pana buta, nadmiar kasy, maniery z dawnych komunistycznych czasów. Pańskie nazwisko nie pasuje do listy PiS. Ludziom chcesz Pan gęby na wokandach pozamykać?

Ślusarczyk na wokandzie

Otóż „demokratę” z Żółkiewki wzburzyły treści zawarte w artykułach „Bajka o Żwirku i Muchomorku” oraz „Komiwojażer z Żółkiewki” Wśród żądań z „pozwu” było m.in. zakazanie publikacji tych artykułów, opublikowanie czołobitnych wręcz przeprosin w lokalnych gazetach (bardzo kosztownych) oraz wpłata przeze mnie na cel charytatywny 10 tys. zł! Zarzutów w piśmie było bez liku. Musiał je pisać jakiś jurysta wybitny, może niby dyrektor jego biura Matysiak? O zgrozo, zamojski sąd, nie uległ politycznej presji i zgodnie z prawem po rozpoznaniu wniosek Cichosza oddalił. Tym samym Cichosz sprawę przegrał, a próba kneblowania wolnego słowa i publicznej kontroli oraz duszenia w zarodku krytyki obywatelskiej legła w gruzach. Oczywiście „mąż stanu” skorzystał z przysługującego mu odwołania i w ciągu 24 godzin złożył apelację do wyższej instancji. Sąd Apelacyjny w Lublinie wniosek również oddalił.

Wyrok Sądu Okręgowego w Zamościu. 0-1 Gol tuż przed przerwą i Cichosz schodzi do szatni…

Mądrzejsza Mucha

U podstaw decyzji o oddaleniu wniosku Cichosza legł fakt, że pozwany (Piotr Ślusarczyk) nie jest związany z żadnym komitetem wyborczym, a tryb wyborczy, jak wynika z przepisów i orzecznictwa, na które powołał się Sąd Okręgowy w Zamościu, ma zastosowanie wobec komitetów wyborczych. Tym samym jest Ślusarczyk zwykłym obserwatorem i blogerem. Ma prawo, jak wynika z uzasadnienia, krytykować poczynania posła, gdyż ten jest osobą publiczną. Nie sposób nie skomentować żądań finansowych, które były bardzo wysokie. Dla porównania, wtorkowy Kurier Lubelski opisał spór między Janem Kanthakiem z PiS i Joanną Muchą z Koalicji Obywatelskiej – oboje kandydaci na posłów. Ta ostatnia (podobnie jak nasz wybraniec narodu) podała do sądu i też w trybie wyborczym Kanthaka. Sąd wniosek Muchy oddalił, czyli jak napisała gazeta – Joanna przegrała. Ale interesująca jest kwota nawiązki, jakiej ona zażądała na cel charytatywny. Otóż w wielkomiejskim Lublinie, gdzie stawki za wszystko są znacznie wyższe niż w naszym powiatowym grajdole, dawna ministra zażądała od pozwanego 2 tys. zł. Poseł z Żółkiewki zażądał ode mnie 5 razy więcej! Sam ma na koncie pół miliona żywej gotówki, wielkie apanaże z państwowych spółek, olbrzymie wpływy z czynszów z wynajmowanych w centrum Żółkiewki nieruchomości (vide: jego oświadczenie majątkowe)! Oj, chyba wysokość nawiązki była próbą zastraszenia i zamknięcia mi ust. Jest Ślusarczyk zwykłym, szarym obywatelem. Nie ma pół miliona na koncie i nie kupił od gminy lecznicy, że o innych składowych majątku nie wspomnę. Co ciekawe, Mucha od niekorzystnego wyroku nie składała odwołania, pogodziła się z nim. A Cichosz nie! Bo biednego Ślusarczyka zniszczyć można – finansowo.

Pozew za lecznicę

Nie pierwsza to Cichosza wyprawa przed oblicze sądu. W 2003 r., będąc radnym powiatowym, pozwał urzędującego Wójta Żółkiewki za rzekome zniesławienie, bo ten na zebraniu wiejskim mieszkańców wsi Średnia Wieś, Zaburze i Kolonia Żółkiew stwierdził, że są wątpliwości, co do okoliczności nabycia lecznicy weterynaryjnej w Żółkiewce, którą zakupił właśnie Lucjan w drodze przetargu. Wójt w trakcie zebrania podparł się wyrokiem NSA w Lublinie, w którym sąd stwierdził, że niedopuszczalne jest prowadzenie dwóch przetargów o jedną nieruchomość tego samego dnia, a tak właśnie było w przypadku lecznicy zakupionej przez Lucjana. Co ciekawe, ten był wtedy przewodniczącym Rady Gminy w Żółkiewce. Wójt ponadto poinformował na sesji rady gminy w marcu 2003 r., że w sprawie nieprawidłowości przy sprzedaży wspomnianej lecznicy zawiadomił prokuraturę. Cichosz, jak to Cichosz, poczuł się urażony i pozwał wójta. W I instancji weterynarz przegrał, więc się odwołał. W II instancji też przegrał. Sąd zasądził od niego zwrot kosztów sądowych, jak również koszty adwokata dla pozwanego i uniewinnionego wójta.

Pozwem w mieszkańca

Ale i z tego polityk z Żółkiewki nie wyciągnął wniosków i żeby znowu skompromitować oraz by ludzie mieli co gadać, w 2008 r. pozwał zwykłego mieszkańca gminy. Tu było jeszcze ciekawiej – ponieważ ów na zebraniu przedwyborczym przytaczał opinie innych mieszkańców gminy dotyczące działalności Cichosza w lokalnym samorządzie. Ten proces weterynarz też przegrał. Ma pieniądze i jak widać, o byle co lubi po sądach ludzi ciągać. Pachnie to zastraszaniem, nawet przy dobrych chęciach nie można inaczej zinterpretować jego pozwów. Wszak prawnik piszący takowe widzi ich bezcelowość, wiedząc o kontekście całego zajścia i statusie oskarżyciela. Zapewne informuje klienta o szansach tak złożonego pozwu. Chyba, że klient uprze się przy pozwie za wszelką cenę. Który wówczas prawnik pozwu za pieniądze nie napisze?

Druga połowa ale już na boisku w Lublinie i znów gol tuż po gwizdku… Mecz kończy się przy stanie 0-2. Ciekawe czy przegrana drużyna będzie miała pretensje do arbitrów?

Zjazd „Ojczyzny” w lecznicy

W kadłubowym związku zawodowym rolników „Ojczyzna”, któremu od kilkunastu lat szefuje Cichosz, część działaczy nie kryło bardzo krytycznego (choć to za mało powiedziane) zdania na temat poczynań przewodniczącego Lucjana Cichosza i jego dyrektora biura Mariusza Gołębiowskiego. Działacz struktur małopolskich „Ojczyzny” Krzysztof Madej stwierdził (cit)„ Ja się tych panów nie obawiam, niech nie myślą, że schowam głowę w piasek, ale za to co mi zrobili wystąpię na drogę prawną, za te fałszywe oskarżenia”. Jak opowiada Madej, gdy skonfliktował się ze wspomnianym politykiem z Żółkiewki, zaczęła interesować się nim prokuratura. Wedle jego słów, wszczęła przeciw niemu dochodzenie. Został oskarżony o to, że nie był na zjeździe związku w grudniu 2016 r., mimo że na liście obecności widnieje jego podpis. Zjazd odbywał się w lecznicy Cichosza w Żółkiewce (?!). Z tych zarzutów – jak mówi Madej – uwolnił się, powołując, na list nominujący go do rady krajowej „Ojczyzny”. Ów list otrzymał z rąk samego przewodniczącego i z jego podpisem, właśnie na zjeździe w jego lecznicy! Skoro list nominujący od samego szefa związku dostał, zatem podpis jest jego, a więc był na zjeździe.

Jak dalej relacjonuje Madej, za jakiś czas znów był przesłuchiwany jako podejrzany o sfałszowanie podpisu trzech osób i znów na pamiętnym grudniowym zjeździe w rzeczonej lecznicy w Żółkiewce. W tym wypadku oparto się na opinii grafologa. Po jakimś czasie sprawę umorzono. Nie był to koniec jego kłopotów ze słynnym przewodniczącym Ojczyzny, bo trzecie podejście skończyło się aktem oskarżenia i sprawą w sądzie. Tu Madej został oskarżony o to, że złożył fałszywe zeznanie przed prokuratorem twierdząc, że złożony podpis na liście jest jego, a wedle grafologa podpis nie mógł być Madeja. Z tego co mówi p. Krzysztof, sąd po przeprowadzeniu pełnego przewodu uniewinnił go od stawianych mu zarzutów. Wyrok nie jest prawomocny, uniewinniony w I instancji Madej czeka na to, czy prokuratura wystąpi z apelacją, a potem ma dochodzić swoich racji, też na wokandzie – jak mnie zapewnił.

Wraże media czekają na żer

Jarosław Kaczyński, jak podały media, pisze list do członków PiS i sympatyków, by ci w niedzielę 13 października poszli na wybory. Obawia się, że dobre, a wręcz rewelacyjne sondaże mogą uśpić wyborców. Pełna mobilizacja i słusznie rozumuje… Ale jak rozumuje Lucjan Cichosz i czym tak naprawdę się kieruje? Pozywa mieszkańców i, o zgrozo, jest to elektorat PiS – przed sądy, za pisanie o nim prawdy. Wszyscy pamiętają, jak długo PiS pozbywał się etykiety partii o ciągotach zamordystycznych, jak również formacji, która narusza praworządność. Zawsze w retoryce totalnej opozycji czy Platformy, gdy ta jeszcze rządziła, PiS jawił się jako reakcyjny ciemnogród – mściwy i żądny rewanżu oraz zemsty. Ot totalna opozycja ma teraz Cichosza na talerzu – jak świątecznego karpia. Czekajmy tylko aż weźmie go na tapetę Gazeta Wyborcza, Newsweek czy TVN. Ale będą miały temat…

Czym prędzej centrala z Nowogrodzkiej powinna zostać poinformowana o wyczynach weterynarza z Żółkiewki, który udowadnia, że nie wolno dawać mu władzy. Tym bardziej, gdy będzie mu przysługiwał jako posłowi sądowy immunitet, czyli w trakcie kadencji będzie praktycznie nietykalny. Ot wtedy może szaleć po wokandach przeciwko szarym ludziom. Czy ktoś z Nowogrodzkiej wreszcie wybije mu z głowy te jego sądowe głupoty?

W dziwnej kompanii

Jeszcze dziwniejsze jest oficjalne poparcie Cichosza w kampanii przez byłego ormowca a potem – starostę Janusza Szpaka z PSL, wójta Siennicy Leszka Proskury (PSL) z lokalną polityczną oligarchią. Dodatkowego smaku obecnym wyborom dodaje postawa Nowego Tygodnia, związanego z PO, który niemal co tydzień zwykle na pierwszej stronie atakuje posłankę Hałas. Za byle co, że np. starosta Leńczuk podwiózł ją autem starostwa na pogrzeb. Za to, że Leńczuk bardzo elegancko zachował się wobec posłanki tej ziemi, tak jak każdy starosta czy wójt powinien to zrobić. Wymaga tego zwykła kultura, nie tylko polityczna. NT tymczasem daje na szpalty Cichosza, np. jakoby ten rzekomo Stado Ogierów w Białce niemal od bankructwa uratował. Doprawdy? Jak jest tam naprawdę, trzeba gadać z koniarzami.

I jeszcze jedno. Cichosz władował w swoją kampanię mnóstwo pieniędzy. Jego plakatami oklejony jest cały okręg, widziano je w dużych ilościach na samej północy Lubelszczyzny. W naszym powiecie znany już jest aż nadto ze swych manier oraz politycznych i gospodarczych korzeni – najbardziej w Żółkiewce. Zwykle kiepski majster, jak nie ma u siebie wzięcia na swoje fuszerki, oferuje je w dalszej okolicy, a potem dalej i jeszcze dalej, aż go wszyscy poznają, że owszem – dużo gada, tylko partaczy. Nasz Cichosz nawet gadać nie potrafi, wystarczy posłuchać jego przemówień. Wyborcy z innych powiatów muszą mieć świadomość, że też mogą być pozywani na wokandy i łazić po sądach. Jego będzie chroniła nie tylko kasa na adwokatów, ale jeszcze immunitet posła. Ciekawe, kto Kaczyńskiemu podsunął na listę tego jegomościa?

Piotr Ślusarczyk

źródło: www.dziennik-siennicy.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top