Zbrodnia katyńska, czyli wiem, że nic nie wiem

21 768 – tylu obywateli Rzeczypospolitej Polskiej zostało według oficjalnych danych zamordowanych strzałem w tył głowy przez bestie z NKWD w ramach „egzekucji katyńskiej”. Mija 80 lat od wydania przez Stalina decyzji o ich eksterminacji, a my nadal nie poznaliśmy nawet połowy prawdy o tym strasznym ludobójstwie.

 

Prawda nas wyzwoli?

W PRL-u obowiązywały trzy „prawdy o Katyniu”. Dwie lansowane przez komunistów – bardziej i mniej oficjalna oraz ta, którą próbowali głosić Polacy sprzeciwiający się rządom czerwonej zarazy.  Pierwsza, „oficjalna” była prosta – za mord katyński odpowiadają Niemcy, którzy chcą zrzucić winę na biednych Sowietów – najserdeczniejszych przyjaciół towarzyszy z Warszawy. Koniec, kropka. Powtarzano ją wszędzie – w mediach, w szkołach, w książkach etc., a każdy, kto chciał ją głośno zakwestionować był skazany na daleko idące konsekwencje z więzieniem włącznie. Druga – ta „mniej oficjalna” – polegała na pokątnym powtarzaniu, że Katyń był sowiecką zemstą za śmierć żołnierzy Armii Czerwonej wziętych do niewoli w 1920 roku po Bitwie Warszawskiej. „Wicie, rozumicie. Za Katyń odpowiadają ruscy, ale my w sumie ich rozumiemy, bo my wcześniej zabiliśmy ich ludzi”, przekonywano w kuluarach.

 

Co ciekawe „drugą prawdę” do dzisiaj można usłyszeć (podobnie zresztą jak pierwszą, choć tę znacznie rzadziej) od starszych, wciąż wierzących w komunizm towarzyszy. Nie są oni w stanie przyjąć do wiadomości, że czerwonoarmiści kroczący na Zachód zmarli w wyniku chorób, takich jak chociażby tyfus. Nie! Ich zdaniem dygnitarze II RP w jakiś podstępny, niepozostawiający śladów sposób wymordowali Sowietów, a potem napisali bajkę, że to efekt chorób.

 

Powyższe narracje mają tyle wspólnego z prawdą, co pingwiny z Madagaskarem. Prawda przez wielkie „P” przez cały PRL była przykryta grubą warstwą piachu, ziemi i wapna, niczym polscy oficerowie w katyńskim lesie, przez co znali ją nieliczni, a jeszcze mniej liczni mieli odwagę mówić o niej otwarcie – to Sowieci odpowiadają za ludobójstwo rozpoczęte w marcu 1940 roku.

 

Prawda oficjalnie wyszła z podziemia dopiero po tzw. wyborach kontraktowych w 1989. Wtedy to po raz pierwszy od prawie 50 lat państwo polskie w swoim majestacie oficjalnie powiedziało to, o czym w 1943 roku pisał m.in. Ferdynand Goetel: „Za mord katyński odpowiadają Sowieci vel. Rosjanie!”. To właśnie rok 1989 jest swoistym przełomem w sprawie Katynia, który w końcu przestał być tematem tabu. 30 lat później trzeba powiedzieć wprost: posunęliśmy się jedynie kilka kroków naprzód, ale żeby poznać pełnię prawdy musimy pokonać jeszcze setki, jeśli nie tysiące kilometrów.

 

Niemiec-Sowiet dwa bratanki

W okresie od października 1939 roku do marca 1940 roku miały miejsce co najmniej cztery wspólne narady Gestapo i NKWD we Lwowie, w Krakowie i w Zakopanem podczas których niemieccy i sowieccy przedstawiciele dyskutowali na temat wspólnych metod walki z polską inteligencją. „Cel ten niejako sam się narzucał, gdyż to przedstawiciele inteligencji, zarówno cywilnej, jak i należącej do korpusu oficerów zawodowych, od początku okupacji stanęli lub usiłowali stanąć na czele szeroko rozumianego ruchu oporu przeciwko agresorom. (…) Obaj okupanci zastosowali najbardziej radykalną i najbrutalniejszą metodę zwalczania polskiej agitacji – masowe egzekucje. Różnica polegała na skali tych egzekucji oraz na tym, że Niemcy używali ich jako środka zastraszenia polskiego społeczeństwa, przeprowadzając publiczne, wręcz demonstracyjne rozstrzeliwania, natomiast Sowieci mordowali Polaków skrycie”, pisze w książce „Zatajony Katyń. Nieznana tragedia polskich wojskowych” dr Tadeusz Kisielewski.

 

W tym miejscu trzeba przypomnieć, że przed Katyniem miało miejsce ludobójstwo w Lasach Piaśnickich w pobliżu Wejherowa, w którym Niemcy zamordowali od 12 tysięcy do 15 tysięcy przedstawicieli polskiej inteligencji. Coraz więcej historyków uważa, że wtedy to – od października 1939 roku do kwietnia 1940 roku – rzezi dokonanej przez Niemców przyglądali się obserwatorzy z NKWD, którzy uczyli się od swoich sojuszników mordu jak najtańszym kosztem, co później wypróbowali w Katyniu. Niemiecko-rosyjska współpraca w eksterminacji Polaków trwała do 22 czerwca 1941 roku. Nie oznaczało to jednak końca rozlewu polskiej krwi.

 

Wiem, że nic nie wiem

O ile do 22 czerwca 1941 roku wśród sowieckich morderców panowało przekonanie, że nie ma się z czym śpieszyć, o tyle początek tzw. Wielkiej Wojny Ojczyźnianej całkowicie zmienił ich podejście do polskich więźniów, którzy nie zostali jeszcze przez nich zamordowani. Filozofia ludobójców z NKWD była jednak prosta: żaden Polak nie może wpaść żywy w ręce Niemców…

 

W efekcie Sowieci na niemal wszystkie możliwe sposoby likwidowali obozy, w których przetrzymywali Polaków. Oddajmy jeszcze raz głos dr. Kisielewskiemu: „Po pierwsze, chyba w większości miejscowości NKWD starał się przede wszystkim ewakuować więźniów, głównie koleją. Po drugie, dopiero gdy było to niemożliwe, organizowano marsze śmierci. Po trzecie – ci, których nie zakwalifikowano do deportacji, byli mordowani na miejscu. Najlepszym przykładem jest tu Czortków, gdyż widać tam zastosowanie – i to niemal jednocześnie – wszystkich trzech metod obchodzenia się z więźniami”. W innym miejscu „Zatajonego Katynia” dr Kisielewski opisuje tragedię „polskich więźniów, głównie wojskowych (przede wszystkim szeregowych i podoficerów), a także nieco cywilów i duchownych, zatrudnionych przy robotach drogowych, kolejowych i leśnych w okolicach Smoleńska w czerwcu 1941 roku”. W lipcu 1941 roku zostali oni na miejscy zamordowani przez funkcjonariuszy smoleńskiego NKWD” (s. 131).

 

Do dzisiaj nie wiemy, w jaki sposób zostało zamordowanych około 3 tysięcy Polaków, którzy zostali załadowani na barki płynące na wschód. Z jednych relacji dowiadujemy się, że w pewnym momencie odpalono ładunki wybuchowe znajdujące się na łodziach, w wyniku czego nasi rodacy zostali utopieni. Inne z kolei mówią, że zostali przetransportowani z dala od Katynia, gdzie ich rozstrzelano. Do dzisiaj nie wiemy, ilu Polaków jednak wpadło w ręce Niemców i zostało przez nich zamordowanych. Do dzisiaj nie wiemy również czy obozy w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie były jedynymi miejscami ludobójstwa na Polakach. Do dzisiaj nie wiadomo, ilu Polaków zamordowano po 22 czerwca 1941 roku…

 

Było, minęło?

Kilka dni po katastrofie smoleńskiej ówczesny wicepremier Federacji Rosyjskiej Siergiej Iwanow powiedział, że nie rozumie, dlaczego Polacy wciąż wracają do tego, co się wydarzyło kilkadziesiąt lat temu. Jego zdaniem historię trzeba znać i rozumieć, ale nie ma potrzeby ciągłego jej rozpamiętywania. – Rosjanie też mają swoje żale i pretensje, choćby co do wydarzeń w latach 20-tych – śmierci wielu żołnierzy Armii Czerwonej w wojnie polsko-bolszewickiej. Można wszystko odtajnić, można potem to przerabiać i tak bez końca. Aż cofniemy się do XVI wieku, kiedy Polska napadła na Moskwę. Nie ma potrzeby tego robić – stwierdził.

 

Na pytanie, dlaczego wciąż nie odtajniono wszystkich dokumentów z archiwów rosyjskich na temat Katynia odpowiada, że „takie jest prawo w Rosji”. – A dlaczego Anglicy nie odtajnią dokumentów dotyczących śmierci generała Władysława Sikorskiego? Dlaczego nie prosicie o to Anglików, a nas wciąż o to pytacie? My odtajniliśmy bardzo dużo w porównaniu z nimi – powiedział Iwanow. – Jest jasne, że to był rozkaz Stalina, ale proszę zrozumieć, to jest historia – dodał. Z powyższej wypowiedzi wynika jasno, że Rosjanie będą grali Katyniem tak długo jak to tylko będzie możliwe nazywając nas – rodaków zamordowanych przez nich strzałem w tył głowy – głupcami, którzy nie potrafią iść do przodu, ponieważ ciągle żyją historią i jakimiś wyimaginowanymi zbrodniami sprzed lat.

 

Ci sami Rosjanie żądają od świata szacunku i bicia pokłonów za tzw. wyzwolenie obozu Auschwitz i walkę z niemiecką III Rzeszą? Odpowiadając słowami Siergieja Iwanowa: niby dlaczego mielibyśmy być im wdzięczni? Przecież to było dawno i domaganie się tego teraz jest przejawem zaściankowości, kołtuństwa i ogromnych kompleksów. Abstrahując jednak od powyższego: dopóki nie poznamy pełni prawdy o Katyniu dopóty jesteśmy skazani pogardę ze strony Rosji i świata. Jak bowiem inaczej traktować kraj, który nie jest w stanie stanąć w obronie swoich elit, ponieważ nie wie nawet kiedy, gdzie, w jakiej liczbie i przez kogo zostali zamordowani? BA! Nie wie nawet, gdzie są ciała tych zamordowanych…

 

Źródło: www.pch24.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top