Artur Soboń (PiS): „Polska była nie tylko rajem dla złodziei podatkowych. Tusk i Kopacz wręcz ich do nas zaprosili”

Wprowadzamy kilka, długo oczekiwanych rozwiązań, które pozwolą na większą sprawiedliwość w zakresie [podatków], szczególnie jeżeli chodzi o inwestorów zagranicznych

— zapowiedział w rozmowie z portalem wPolityce.pl Artur Soboń, poseł PiS, członek sejmowej Komisji Finansów Publicznych.

wPolityce.pl: Kolosalne kwoty, jakie padają przy okazji sprawy wyłudzeń VATw czasach rządów POPSL, są po prostu przerażające. Panie Pośle, czy można powiedzieć, że Polska była rajem dla złodziei podatkowych?

Artur Soboń, poseł PiS: Powiedziałbym nawet więcej. Tak jak mówimy często, że Angela Merkel zaprosiła do Niemiec i Europy uchodźców, tak Polska była nie tylko rajem dla złodziei podatkowych, ale Donald Tusk i Ewa Kopacz wręcz ich do nas zaprosili. Nic nie zrobiono w sytuacji, gdy inny kraje uszczelniały systemy podatkowe. Staliśmy się miejscem atrakcyjnym dla mafii podatkowych, i nie tylko polskich. Tropy organizatorów tego procederu prowadzą również poza granice, także na Wschód. Można się domyślać, jakie państwo miało interes w destrukcji naszych finansów publicznych i najbardziej wrażliwych sektorów, jak np. paliwowy. Tym złodziejom nic za to nie groziło. Nie tylko było to łatwe, ale i bezkarne, bo nie było legislacji, czyli brak wprowadzenia mechanizmów uszczelniających, ani nie było też skutecznego ścigania tego procederu. Jeśli ktoś nam dzisiaj stawia zarzut, że współpracujemy z Niemcami gorzej niż nasi poprzednicy, to ja się pytam, gdzie ta współpraca międzynarodowa, gdy wówczas była ona konieczna? Inne państwa potrafiły ze sobą współdziałać, bo jak wiadomo, złodziejstwo vatowskie wynika m.in. z mechanizmu transferu towaru przez granicę – czyli na granicy unijnej jest zerowa stawka VAT-u i jeśli np. wzrasta – a tak było – eksport kawy z Polski do Niemiec nagle o tysiące procent, to powinien być to dla służb po obu stronach sygnał do zaniepokojenia. A polskie służby nie współpracowały z zagranicą i w związku z tym, nasz kraj był swego rodzaju eksterytorium, tj. terenem w którym nie ma żadnej władzy i stąd też to określenie raju podatkowego dla złodziei – państwa świadomie obniżające swoje podatki nazywam rajami podatkowymi, a w przypadku Polski jest coś zupełnie innego, bo była rajem dla złodziei podatkowych i nie przez politykę obniżania stawek podatkowych, a tylko przez brak rozwiązań. Już pod koniec lat rządów PO w 2015 r., ten proceder kosztował nas nawet 50 mld zł rocznie. Ta kwota jest absolutnie gigantyczna i nie ma możliwości, żeby była nie dostrzegalna przez Ministerstwo Finansów czy odpowiednie służby.

Czyli w takim razie nie można zrzucić winy na brak kompetencji czy niedbalstwo poprzedniej ekipy rządzącej?

Proszę zauważyć, że do Ministerstwa Finansów spływały raporty o sytuacji w Orlenie, całych branż, czy nawet jedna z dużych firm doradczych miała w swojej ofercie za niewielkie pieniądze usługę, by za pomocą odpowiedniego programu komputerowego sprawdzić, jaka branża jest już zainfekowana tym złodziejstwem vatowskim, a która jest dopiero zagrożona, by unikać tego typu transakcji. Nasi poprzednicy nie wprowadzili nawet podstawowych zasad „higieny”. Nie tylko Polska była rajem dla złodziei, ale i uczciwi ludzie mogli być wplątani w ten proceder, bo nie wprowadzono nawet tak oczywistego mechanizmu – co teraz nadrabiamy – czyli podzielonej płatności tzw. split payment, polegający na tym, ze można zaparkować vatowską część faktury skarbówce. Gdy po drugiej stronie kontrahent jest uczciwy, to dobrowolnie zgadza się na to i wiemy, że ryzyko z naszej strony wplątania się w tego typu aferę jest zerowe. Jeśli nie mieliśmy nawet takiego narzędzia zabezpieczenia, to sytuacja polskich przedsiębiorców była podwójnie zła – raz, byli okradani raz poprzez tę nieuczciwą konkurencję, a dwa, wchodząc w takie transakcje, padali po prostu ich ofiarą. Mam wrażenie, że teraz, w tych kwestiach podatkowych, przywracamy władzę państwu polskiemu na jego terytorium, bo można było niemal wszystko.

Kwestia wyłudzeń VAT jest oczywiście najgłośniejszą aferą podatkową, ale ten problem raju dla złodziei, dotyczył nie tylko tego aspektu?

Rzeczywiście opinia publiczna koncentruje się na tych nielegalnych transferach, jeżeli chodzi o VAT i akcyzę, bo były one największe, ale mniej mówimy o tym, co widać gołym okiem i co jest na pozór legalne. Z deklaracji podatkowych zebraliśmy kwoty z 4 źródeł – dywidend, wzajemnych pożyczek, usług doradczych i licencji – pomiędzy firmami zagranicznymi, które mają swoje siedziby i właścicieli w krajach starej Unii, a ich spółkami w Polsce. Te transfery z Polski do ich właścicieli na Zachodzie, wynikające wprost z tych deklaracji, sięgają ponad 60 mld zł rocznie. Polska była traktowana po prostu jak bankomat i można mieć podejrzenie, że dochodziło do najbardziej ordynarnych optymalizacji podatkowych. Jestem bardzo ciekaw reakcji opinii publicznej na to co, Ministerstwo Finansów zapowiedziało – i co moim zdaniem otworzy oczy wszystkim niedowiarkom, jak była traktowana Polska za rządów naszych poprzedników ws. tych relacji finansowych – czyli przedstawienie ile faktycznie CIT-u, tj. podatku dochodowego, płacą firmy zagraniczne w Polsce. Widziałem to zestawienie i jest ono naprawdę przerażające. Wydaje mi się, że nie będzie już nikogo, kto by twierdził, że wolny rynek w UE jest instrumentem, na którym korzystają wszyscy w jednakowy sposób. Nie, wolny rynek w UE został skonstruowany tak, że korzyści czerpią z niego najsilniejsi, dużo bardziej niż ci słabsi, czego dowodem jest Polska. Stąd wszystkie nasze działania podatkowe, i na forum krajowym, i na międzynarodowym, jak np. przyjęcie konwencji MLI, czy inne inicjatywy, służą właśnie temu, by podatek był płacony u źródła, by firma odprowadzała podatek tam, gdzie prowadzi działalność gospodarczą i osiąga zyski. Chcę to podkreślić, by to pojęcie zaczęło funkcjonować w naszych głowach. Jeśli nie wrócimy do tej klasycznej zasady podatku u źródła, czyli nie pozwolimy na to, by wyprowadzać pieniądze gdzieś, gdzie będzie można je opodatkować po niemal zerowych stawkach, to będziemy jako państwo zwyczajnie okradani przez wielkie korporacje i może okazać się tak, że jedynym podatnikiem będą małe i średnie przedsiębiorstwa, bo duże firmy stać na to, by te podatki omijać.

Jeżeli mógłbym zastosować tutaj jakąś analogie, to brzmi jak sytuacja państwa postkolonialnego. Dlatego trzeba zapytać o konkretne działania temu przeciwdziałające. Sejmowa komisja finansów publicznych zajmie się tą kwestią. O jakich narzędziach mowa?

Wprowadzamy kilka, długo oczekiwanych rozwiązań, które pozwolą na większą sprawiedliwość w tym zakresie, szczególnie jeżeli chodzi o inwestorów zagranicznych. Pierwsza rzecz, opodatkujemy w końcu duże sklepy i galerie handlowe. Właściciele tych galerii, niemal zawsze zagraniczni, stosowali mechanizmy pozwalające na unikanie podatku dochodowego, w związku z czym zostanie wprowadzona stawka podatkowa, można by ją nazwać – katastralną od majątku, która będzie musiała być zapłacona w sytuacji, gdy nie będzie podatku dochodowego. Ten nie pokryje tej stawki. Ale oczywiście, gdy właściciel jest uczciwy i płaci ten podatek, to wtedy on skompensuje tę stawkę. Chodzi nam o to, żeby nie było tak, że galerie handlowe są w ogóle nieopodatkowane, jak ma to dzisiaj w znacznym stopniu miejsce. Druga sprawa, chcielibyśmy wprowadzić ograniczenia w zakresie usług np. doradczych, gdy bardzo często zlecana usługa dotyczy wyłącznie unikaniu opodatkowania. I po trzecie, sprawa mieszania księgowego, czyli kreatywna księgowości, która, polega na tym, że jeśli jest jakaś działalność operacyjna, z której mamy zysk i powinniśmy z tego tytułu zapłacić podatek, to obciążamy tę działalność operacyjną, np. stratą na działalności finansowej, wtedy tego podatku nie zapłacimy. Takie praktyki w nowych przepisach nie będą możliwe. Nie będzie można w ten sposób ograniczać wysokości tego podatku, on będzie po prostu od działalności operacyjnej, a taka kreatywna księgowość zostanie wyeliminowana. To są najważniejsze elementy nowego CIT-u.

Filozofia, która nami kieruje zakłada po prostu, że podatki płaci się tam, gdzie prowadzi się działalność gospodarczą, płacą je wszyscy. Chciałbym tez zwrócić uwagę na uszczelnienia podatkowe. Każdy taki mechanizm to szansa na rozwój cywilizacyjny Polski. Trzeba to, powiedzieć – gdyby za rządów naszych poprzedników nie wyprowadzono tych co najmniej 250 mld zł z budżetu, cywilizacyjnie bylibyśmy zupełnie gdzie indziej. Można powiedzieć, że nie tylko ukradziono nam pieniądze ale i czas. To drugie jest równie godne potępienie, co i pierwsze. Ten dany od opatrzności czas, w którym możemy się bezpiecznie rozwijać jako Polska, został nam ukradziony przez rządy POPSL. I pojawia się pytanie, czy doprowadzono do tego intencjonalne, w wyniku jakiejś nieudolności, czy nawet międzynarodowych powiązań. Ale istotne jest po prostu to, że Polacy zostali okradzeni. Jest więc niezwykle ważne, by ten czas, który mamy teraz, wykorzystać i dla poprawy naszej demografii – czemu służy nasza polityka prorodzinna, poprawienia bezpieczeństwa i rozwoju gospodarki, byśmy stali się silnym państwem, bo jak doskonale wiemy z historii, w tym miejscu Europy nie ma miejsca na państwo słabe.

A czy nie ma obaw, że próba opodatkowania galerii handlowych skończy się jak wcześniejszy pomysł nałożenia podatków na sklepy wielkopowierzchniowe?

W tym przypadku kontrowersje dotyczyły elementów progresji podatkowej, czego w nowej propozycji nie ma, to inna konstrukcja. Zakładam, że nie będzie tu żadnych wątpliwości ze strony KE. Natomiast trzeba też powiedzieć, że to, iż Polska traciła, nie oznacza, że ktoś nie zarabiał. Ten ktoś ma swoje wpływy, szczególnie jeśli chodzi o te duże zagraniczne korporacje i spodziewam się, że będziemy oskarżani o doprowadzanie tych firm do upadłości, czy przerzucanie kosztów na klientów, ale nie uważam, żeby nowe rozwiązanie spotkał los podatku od supermarketów.

Z pewnością dobra ocena zagranicznych inwestorów i pozytywne ratingi cieszą obóz rządzący, który obrał taki właśnie kierunek w polityce gospodarczej?

Co do tego nie ma wątpliwości. Wszystkie wskaźniki o tym świadczą. Co więcej, agencje ratingowe oceniają nasz procent z PKB nawet bardziej optymistycznie niż my sami, więc można powiedzieć, że jesteśmy bardziej ostrożni, niż wszyscy wkoło. Najbardziej cieszą nas dane Komisji Europejskiej z ostatniego czasu, która policzyła nowe miejsce pracy w przemyśle w całej UE i okazało się, że Polska stworzyła 2/3 tej całości. To jest właśnie dowód, jak plan Mateusza Morawieckiego – Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju – działa i że idziemy w dobrym kierunku.

Przy tej okazji warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę. Przyjęliśmy taki model integracji europejskiej, który opierał się na całkowitym otwarciu na unijne towary i zagraniczny kapitał. Powiedzieliśmy coś w rodzaju: wolny rynku, przychodź ze wszystkimi swoimi konsekwencjami. Oczywiście, jako słabsi nie mieliśmy szans konkurować z tymi, którzy weszli do nas kapitałowo, a przez to ponieśliśmy ogromne kosztu adaptacyjne. Na dodatek w tym wolnym rynku UE cały czas nie jesteśmy traktowani jako partner, z takimi samymi prawami jak Francja, czy Niemcy i widzimy przecież rozmaite próby ograniczenia tego wolnego rynku. Tak naprawdę to właśnie Polska jest największym orędownikiem wolnego rynku w UE, a nawet najbardziej unijnym krajem w klasycznym tego słowa znaczeniu, czyli wspólnoty gospodarczej.

Czyli podsumowując, jest to kolejny dobry krok na drodze patriotyzmu ekonomicznego?

Musimy dzisiaj doprowadzić do sytuacji, w której połatamy wszystkie dziury i będziemy bardziej szczelni niż jesteśmy. Wtedy można określić możliwości rozwojowe państwa i prowadzenia aktywnej polityki społecznej, co widać na przykładzie budżetu na 2018 r., że te możliwości rosną. To w końcu budżet nie tylko prorozwojowy i prospołeczny, ale są jeszcze większe nakłady na bezpieczeństwo. Trzeba więc stworzyć mechanizm wzrostu wydatków budżetowych, a jednocześnie dostosować do niego system podatkowy, który będzie go zasilał. Wymaga to kompleksowego przemyślenia tych rozwiązań, które w polskim systemie podatkowym należałoby zastosować, ale najpierw musimy rzeczywiście odbudować zdolność do prowadzenia samodzielnej polityki gospodarczej, co od dwóch lat robimy z sukcesami, które zaskoczyły wszystkich krytyków planu Morawieckiego. I powiem uczciwie, że te dobre dane zaskoczyły również i nas. Widać, że ten mechanizm działa dużo lepiej niż to, co proponowali nasi poprzednicy, czyli nie reagować na wszelkie możliwie sygnały o nieprawidłowościach i liczyć wyłącznie na dobrą koniunkturę, a w sytuacji braków budżetowych, wszystko prywatyzować, czyli wyprzedawać za granicą. To była stała praktyka. My z tego źródła prywatyzacyjnego w ogóle zrezygnowaliśmy.

Źródło: wpolityce.pl/gospodarka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top