Czy mieszkaniec, który chce wiedzieć, czym konkretnie będą zajmować się komisje Rady Gminy, ingeruje w pracę radnych, czy korzysta z prawa do społecznej kontroli i udziału w życiu publicznym? Takie pytanie nasuwa się po rozpatrzeniu przez Radę Gminy Zamość wniosku mieszkańca dotyczącego bardziej szczegółowych porządków posiedzeń komisji. Podczas dyskusji jeden z radnych określił propozycję jako „takie trochę czepialstwo”. Rada ostatecznie wniosek odrzuciła. Tymczasem w sąsiedniej Gminie Zwierzyniec komisje publikują szczegółowe porządki, wymieniając konkretne projekty uchwał.
Mieszkaniec zaproponował prostą zmianę
1 czerwca 2026 r. do Rady Gminy Zamość skierowany został wniosek na podstawie art. 241 Kodeksu postępowania administracyjnego.
Propozycja dotyczyła wprowadzenia praktyki sporządzania bardziej szczegółowych porządków obrad w zawiadomieniach o posiedzeniach komisji Rady Gminy Zamość.
Nie chodziło o zmianę kompetencji radnych ani o ingerowanie w sposób głosowania. Wnioskodawca zaproponował, aby zamiast ogólnego zapisu:
„Sprawy będące przedmiotem obrad sesji”
wskazywać konkretnie, jakie projekty uchwał i inne sprawy będą przedmiotem pracy komisji.
Wniosek zawierał również przykładowy porządek posiedzenia, w którym projekty uchwał byłyby wymieniane indywidualnie.
Argumentacja była prosta: bardziej szczegółowa informacja miałaby zwiększyć transparentność prac komisji, ułatwić radnym przygotowanie się do posiedzeń, a przede wszystkim umożliwić mieszkańcom wcześniejsze ustalenie, jakie sprawy będą omawiane.
„Takie trochę czepialstwo”
Wniosek został skierowany do Komisji Skarg, Wniosków i Petycji.
Podczas posiedzenia 9 czerwca 2026 r. doszło do dyskusji nad propozycją mieszkańca. W protokole zapisano wypowiedź radnego Krzysztofa Ostasza:
„jest to takie trochę czepialstwo, i wchodzenie w sprawowanie funkcji Radnych”.
Radny wskazywał również, że wniosek może sprawiać wrażenie, jakby ktoś sugerował, że radni nie wiedzą, jak przygotowywać się do posiedzeń albo nie wiedzą, czym będą się zajmować.
Jednocześnie w tej samej wypowiedzi radny przyznał:
„Jedyny argument, nad którym można się pochylić to transparentność z perspektywy wnoszącego”.
Następnie jednak argumentował, że skoro przepisy prawa nie nakazują szczegółowego określania przedmiotu posiedzenia, stosowane procedury są wystarczające, a wniosek jest bezzasadny.
I właśnie tutaj pojawia się zasadnicza kwestia.
Mieszkaniec nie twierdził bowiem, że przepisy nakazują Radzie Gminy szczegółowe wskazywanie wszystkich projektów uchwał.
Proponował dobrowolne wprowadzenie bardziej przejrzystej praktyki.
„Zawiadomienia są przecież zgodne z obowiązującym prawem”
W dyskusji głos zabrał również radny Grzegorz Antoniuk.
Jak wynika z protokołu, stwierdził:
„wygląda to tak, jakby chciano organizować prace radnych. Zawiadomienia są przecież zgodne z obowiązującym prawem.”
To kolejny ważny element dyskusji.
Z punktu widzenia formalnego można się zgodzić, że brak jest przepisu, który wprost nakazywałby Radzie Gminy Zamość umieszczanie w zawiadomieniu każdego projektu uchwały w osobnym punkcie.
Tyle że z faktu, iż coś nie jest obowiązkowe, nie wynika jeszcze, że nie może być dobrą praktyką.
I właśnie o dobrą praktykę chodziło wnioskującemu.
Przewodniczący Komisji: „wystarczy przeanalizować porządki obrad Komisji”
Podczas posiedzenia 9 czerwca przewodniczący Komisji Skarg, Wniosków i Petycji Wojciech Suchowicz wskazywał:
„przecież w zawiadomieniach są zawierane zagadnienia, którymi będą zajmować się Komisje na swoich posiedzeniach zgodnie ze swoją właściwością”.
Następnie stwierdził:
„Jeśli ktoś chce się dowiedzieć, czym będzie zajmować się Rada na sesji, to wystarczy przeanalizować porządki obrad Komisji w danym tygodniu.”
To stanowisko warto skonfrontować z rzeczywistymi zawiadomieniami o posiedzeniach komisji.
17 czerwca 2026 r. w zawiadomieniu o posiedzeniu Komisji Budżetu i Rozwoju Gminy Zamość główny punkt porządku brzmiał:
„Sprawy będące przedmiotem obrad sesji – w tym opiniowanie projektów uchwał.”
Jeszcze bardziej ogólny zapis zastosowano w zawiadomieniu o wspólnym posiedzeniu Komisji Oświatowo-Społecznej oraz Komisji Budżetu i Rozwoju Gminy Zamość 24 czerwca 2026 r.:
„Sprawy będące przedmiotem obrad sesji Rady Gminy.”
Mieszkaniec, który zna tylko takie zawiadomienie, nie dowiaduje się z niego, czy komisja będzie opiniowała projekt dotyczący budżetu, odpadów, nieruchomości, inwestycji, podatków czy innej konkretnej sprawy.
A przecież może być zainteresowany właśnie jednym z tych tematów.
Wójt: „wnioskodawca chciałby wiedzieć, czy Komisje opiniowały konkretne projekty uchwał”
W dyskusji uczestniczył także Wójt Gminy Zamość Ryszard Gliwiński.
Jak zapisano w protokole:
„Głos zabrał Wójt Gminy Zamość Ryszard Gliwiński, który zasugerował, że wnioskodawca chciałby wiedzieć, czy Komisje opiniowały konkretne projekty uchwał, które później są w porządku obrad sesji Rady Gminy.”
To spostrzeżenie jest istotne.
Pokazuje bowiem, że podczas dyskusji dostrzeżono praktyczny sens propozycji mieszkańca: możliwość ustalenia, czy konkretny projekt uchwały był wcześniej przedmiotem prac komisji.
A rozwiązanie takiego problemu jest stosunkowo proste.
Wystarczyłoby wskazać w porządku posiedzenia:
„Opiniowanie projektu uchwały w sprawie …”
zamiast ogólnego:
„Sprawy będące przedmiotem obrad sesji”.
Pojawiła się nawet propozycja kompromisowa
Co ciekawe, podczas posiedzenia 9 czerwca przewodniczący Komisji Wojciech Suchowicz zaproponował rozwiązanie pośrednie.
Jak wynika z protokołu, zaproponował:
„aby stosować zapis: sprawy będące przedmiotem obrad sesji i będących w zakresie działań konkretnej Komisji”.
Przewodniczący zapowiedział jednocześnie, że dalsze prace nad wnioskiem będą kontynuowane na kolejnym posiedzeniu.
Był to więc moment, w którym można było oczekiwać dalszej dyskusji nad tym, czy i w jakim zakresie zmienić dotychczasową praktykę.
Tydzień później: pięć głosów „za” odrzuceniem
17 czerwca Komisja Skarg, Wniosków i Petycji ponownie zajęła się wnioskiem.
Tym razem protokół nie zawiera już szerszej dyskusji nad propozycją mieszkańca.
Przewodniczący odczytał projekt opinii Komisji oraz projekt uchwały uznającej wniosek za niezasługujący na uwzględnienie.
Jak zapisano:
„Nie zgłoszono” [uwag].
Następnie Komisja przeprowadziła głosowanie:
Za – 5
Przeciwko – 0
Wstrzymało się – 0
Komisja przyjęła więc opinię oraz projekt uchwały odrzucającej wniosek mieszkańca.
W protokole z 17 czerwca znajduje się przy tym niespójność dotycząca daty wniosku – raz wskazanego jako złożony 1 czerwca, a w jednym miejscu jako z 5 maja 2026 r. Jest to oczywisty błąd dokumentacyjny, który nie przesądza sam w sobie o prawidłowości lub nieprawidłowości rozpatrzenia sprawy, ale warto go odnotować.
Rada: „żadne regulacje prawne nie narzucają konkretnych wzorów zawiadomień”
29 czerwca 2026 r. Rada Gminy Zamość podjęła uchwałę Nr XXVI/259/26 w sprawie rozpatrzenia wniosku mieszkańca.
Wniosek został uznany za niezasługujący na uwzględnienie.
W uzasadnieniu Rada wskazała m.in., że:
„żadne regulacje prawne nie narzucają konkretnych wzorów zawiadomień”
oraz że Komisja nie stwierdziła, aby przepisy nakładały obowiązek zamieszczania w zawiadomieniach bardziej szczegółowego opisu poszczególnych punktów porządku obrad.
Rada wskazała również, że stosowane zawiadomienia:
„umożliwiają identyfikację spraw przewidzianych do rozpatrzenia przez właściwe Komisje”.
To ostatnie stwierdzenie budzi jednak pytania, jeżeli zestawi się je z rzeczywistymi zawiadomieniami.
Jak bowiem mieszkaniec ma z zawiadomienia z 24 czerwca ustalić, jakie konkretnie projekty uchwał będą przedmiotem pracy komisji, skoro dokument mówi jedynie:
„Sprawy będące przedmiotem obrad sesji Rady Gminy”?
Prawo nie nakazuje – ale czy zakazuje?
W tej sprawie warto zachować rozróżnienie.
Nie ma podstaw do twierdzenia, że Rada Gminy Zamość narusza prawo wyłącznie dlatego, że stosuje ogólny punkt porządku obrad komisji.
Ustawa o samorządzie gminnym nie nakazuje wprost, aby każdy projekt uchwały był wymieniany w zawiadomieniu o posiedzeniu komisji.
Ale mieszkaniec nie twierdził czegoś przeciwnego.
Jego propozycja była inna:
skoro prawo nie zakazuje szczegółowego informowania, dlaczego nie zastosować rozwiązania, które zwiększa przejrzystość pracy organu?
Art. 241 Kodeksu postępowania administracyjnego wprost przewiduje, że przedmiotem wniosku mogą być w szczególności sprawy dotyczące m.in. ulepszenia organizacji oraz usprawnienia pracy.
Wniosek mieszkańca mieścił się więc właśnie w tej kategorii.
Konstytucja daje mieszkańcom prawo do składania wniosków
Nie można również pominąć art. 63 Konstytucji RP.
Przepis ten gwarantuje każdemu prawo składania petycji, wniosków i skarg do organów władzy publicznej.
Nie oznacza to oczywiście, że organ ma obowiązek każdy wniosek uwzględnić.
Oznacza jednak, że mieszkaniec ma konstytucyjnie chronione prawo do przedstawienia organowi publicznemu swojego postulatu.
W tym przypadku przedmiotem wniosku nie była prywatna korzyść wnioskodawcy.
Chodziło o sposób informowania mieszkańców o pracy organów gminy.
To jest więc kwestia dotycząca funkcjonowania lokalnej wspólnoty samorządowej.
Jawność to nie tylko możliwość znalezienia dokumentu
Art. 11b ustawy o samorządzie gminnym ustanawia zasadę jawności działalności organów gminy i wskazuje m.in. na prawo obywateli do uzyskiwania informacji oraz wstępu na posiedzenia komisji rady gminy.
W praktyce pojawia się jednak pytanie: jak mieszkaniec ma zdecydować, czy chce uczestniczyć w posiedzeniu komisji, jeżeli nie wie dokładnie, jakie sprawy będą na nim omawiane?
Ogólny zapis:
„Sprawy będące przedmiotem obrad sesji”
jest informacją, ale informacją na bardzo ogólnym poziomie.
Szczegółowy zapis:
„Opiniowanie projektu uchwały w sprawie …”
daje mieszkańcowi zupełnie inną możliwość reakcji.
To ma znaczenie dla kontaktu mieszkańca z radnym
Ustawa o samorządzie gminnym nakłada na radnego obowiązek kierowania się dobrem wspólnoty samorządowej oraz utrzymywania stałej więzi z mieszkańcami i ich organizacjami. Radny ma w szczególności przyjmować zgłaszane przez mieszkańców postulaty i przedstawiać je organom gminy do rozpatrzenia.
Jednocześnie radny ma obowiązek brać udział w pracach rady i jej komisji.
Te przepisy pokazują, że kontakt:
mieszkaniec – radny – komisja – rada
nie jest czymś obcym dla samorządu.
Przeciwnie – jest elementem wykonywania mandatu radnego.
I właśnie dlatego szczegółowy porządek posiedzenia może mieć praktyczne znaczenie.
Wyobraźmy sobie konkretną sytuację
Mieszkaniec dowiaduje się z zawiadomienia, że komisja będzie obradować.
W porządku widzi:
„Sprawy będące przedmiotem obrad sesji”.
Nie wie jednak, że na posiedzeniu będzie opiniowany projekt uchwały dotyczący np. opłat za odpady, zasad korzystania ze świetlic, planowania przestrzennego, budżetu czy konkretnej inwestycji.
Jeżeli natomiast w porządku znajduje:
„Opiniowanie projektu uchwały w sprawie …”
może:
- odnaleźć projekt uchwały,
- zapoznać się z jego treścią,
- zauważyć problem,
- skontaktować się z radnym,
- przedstawić mu swoje uwagi,
- poprosić o podniesienie określonej kwestii podczas posiedzenia komisji.
To właśnie jest praktyczny wymiar społecznej kontroli władzy.
Nie chodzi o sterowanie radnymi
W dyskusji nad wnioskiem pojawiło się stwierdzenie, że propozycja mieszkańca może oznaczać „wchodzenie w sprawowanie funkcji Radnych”.
Warto jednak rozróżnić dwie rzeczy.
Mieszkaniec nie proponował, aby radni głosowali w określony sposób.
Nie domagał się prawa do ustalania porządku komisji.
Nie żądał prawa do wydawania radnym poleceń.
Nie chciał przejąć kompetencji Rady.
Chciał jedynie wiedzieć wcześniej, jakie konkretne sprawy będą przedmiotem prac komisji.
To umożliwia mieszkańcowi przedstawienie swoich argumentów radnemu, a radny może następnie samodzielnie zdecydować, czy chce je wykorzystać.
Radny pozostaje niezależny i nie jest związany instrukcjami wyborców.
Ale jednocześnie ustawodawca nakazuje mu utrzymywać więź z mieszkańcami i przyjmować ich postulaty.
Zwierzyniec pokazuje, że można inaczej
Szczególnie interesujący jest przykład Gminy Zwierzyniec.
22 czerwca 2026 r. wspólne posiedzenie Komisji Budżetu, Spraw Gospodarczych i Ochrony Środowiska oraz Komisji Oświaty i Spraw Społecznych miało szczegółowo określony porządek.
W punkcie dotyczącym opiniowania projektów uchwał wskazano konkretne sprawy.
Wymieniono m.in.:
„rozpatrzenia i zatwierdzenia sprawozdania finansowego wraz ze sprawozdaniem Burmistrza Zwierzyńca z wykonania budżetu gminy za 2025 r.”,
„udzielenia absolutorium Burmistrzowi Zwierzyńca z tytułu wykonania budżetu gminy za 2025 rok”,
„zmiany uchwały o wieloletniej prognozie finansowej”,
„wprowadzenia zmian w uchwale budżetowej na 2026 r.”,
a także konkretne projekty dotyczące ochrony funkcji rolniczej oraz gospodarki odpadami.
Czyli dokładnie wiadomo, czym komisja będzie się zajmować.
To ważne porównanie, ponieważ Zwierzyniec nie znajduje się w odległym województwie. To również samorząd z terenu powiatu zamojskiego i podlega tym samym podstawowym regulacjom ustawowym.
Przykład ten nie oznacza, że Gmina Zamość ma prawny obowiązek kopiować rozwiązania Zwierzyńca.
Pokazuje jednak coś innego:
brak ustawowego obowiązku nie stanowi przeszkody prawnej ani organizacyjnej w stosowaniu bardziej szczegółowej praktyki.
Negatywne skutki dla mieszkańców
Sprawa może wydawać się na pierwszy rzut oka drobna. W rzeczywistości dotyczy ważnego problemu dla mieszkańców, którzy interesują się funkcjonowaniem swoich „małych ojczyzn”.
Jeżeli porządek komisji jest bardzo ogólny, mieszkaniec może:
Nie wiedzieć, kiedy warto przyjść na posiedzenie
Prawo do uczestniczenia w posiedzeniu komisji ma realną wartość tylko wtedy, gdy mieszkaniec może wcześniej ustalić, że omawiana będzie sprawa, która go interesuje.
Nie zdążyć przekazać uwag radnemu
Jeżeli mieszkaniec dowie się o konkretnym projekcie dopiero po posiedzeniu komisji, możliwość wcześniejszego przedstawienia radnemu swoich argumentów może być już znacznie mniejsza.
Trudniej kontrolować proces stanowienia prawa lokalnego
Kontrola społeczna nie polega wyłącznie na sprawdzaniu dokumentów po podjęciu uchwały.
Jej ważnym elementem jest możliwość reagowania przed podjęciem decyzji.
Powstaje dodatkowa bariera informacyjna
Mieszkaniec musi samodzielnie przeszukiwać kolejne dokumenty BIP, porównywać porządki sesji i komisji i ustalać, które projekty będą przedmiotem opiniowania.
Dla osoby, która zawodowo nie zajmuje się samorządem, może to być skuteczna bariera.
Może spadać zainteresowanie lokalnym samorządem
Jeżeli obywatel wielokrotnie spotyka się z przekonaniem, że jego próba poprawienia przejrzystości jest traktowana jako „czepialstwo”, może dojść do prostego wniosku:
„Skoro i tak nikt nie chce słuchać mieszkańców, po co się angażować?”
A to jest już problem znacznie szerszy niż jeden porządek obrad.
„Małe ojczyzny” potrzebują aktywnych mieszkańców
Samorząd terytorialny nie działa wyłącznie poprzez formalne uchwały i zarządzenia.
Jego jakość zależy również od tego, czy mieszkańcy:
- interesują się sprawami gminy,
- czytają dokumenty,
- uczestniczą w sesjach i komisjach,
- pytają radnych,
- zgłaszają postulaty,
- wskazują zauważone problemy,
- kontrolują sposób wydawania publicznych pieniędzy.
Taka aktywność nie powinna być traktowana jako problem sam w sobie.
Przeciwnie – społeczna kontrola jest jednym z mechanizmów, które mają służyć prawidłowemu funkcjonowaniu demokratycznego samorządu.
Czy „czepialstwo” może zniechęcać do społecznej kontroli?
Radny ma oczywiście prawo krytycznie ocenić wniosek mieszkańca.
Nie ma przepisu, który nakazywałby radnemu zgadzać się z każdym postulatem.
Można również uznać, że obecne rozwiązanie jest wystarczające.
Problem pojawia się jednak na poziomie standardu debaty publicznej.
Jeżeli mieszkaniec korzysta z konstytucyjnego prawa do składania wniosków, a jego propozycja dotyczy zwiększenia transparentności pracy organów publicznych, warto zadać pytanie, czy określanie takiego działania mianem:
„takiego trochę czepialstwa”
sprzyja budowaniu aktywnego społeczeństwa obywatelskiego.
Tym bardziej że ten sam radny w swojej wypowiedzi przyznał, iż argument dotyczący transparentności jest argumentem, „nad którym można się pochylić”.
To nie jest spór o jeden punkt w porządku obrad
Wbrew pozorom nie chodzi wyłącznie o to, czy w zawiadomieniu pojawi się:
„Sprawy będące przedmiotem obrad sesji”
czy:
„Opiniowanie projektu uchwały w sprawie…”.
Chodzi o model komunikacji pomiędzy samorządem a mieszkańcami.
Pierwszy model mówi w praktyce:
„Informujemy, że komisja zajmie się sprawami sesji. Jeśli chcesz wiedzieć jakimi – poszukaj dalej.”
Drugi:
„Informujemy konkretnie, czym komisja będzie się zajmowała, aby mieszkaniec mógł świadomie zdecydować, czy chce się zainteresować daną sprawą.”
Oba rozwiązania mogą być formalnie dopuszczalne.
Ale z punktu widzenia transparentności są to dwa różne standardy.
Rada nie musiała zgodzić się z mieszkańcem
Warto to wyraźnie podkreślić.
Nie ma podstaw, aby twierdzić, że samo odrzucenie wniosku było automatycznie bezprawne.
Rada mogła uznać, że obecny sposób informowania mieszkańców jest wystarczający.
Pytanie dotyczy jednak jakości argumentacji oraz standardu komunikacji z mieszkańcami.
Czy argument:
„przepisy tego nie wymagają”
jest wystarczający do odrzucenia propozycji, której istotą było właśnie dobrowolne zwiększenie przejrzystości?
I czy obywatelska propozycja poprawy transparentności powinna być określana jako „czepialstwo”?
Najważniejsze pytanie pozostaje otwarte
Mieszkaniec nie chciał organizować pracy radnych.
Chciał wiedzieć, czym konkretnie będą zajmować się komisje.
Chciał mieć możliwość wcześniejszego zapoznania się ze sprawą i – jeżeli uzna ją za ważną – przekazania swoich uwag radnym.
Ustawa o samorządzie gminnym mówi jednocześnie, że radny ma utrzymywać stałą więź z mieszkańcami, przyjmować ich postulaty i przedstawiać je organom gminy do rozpatrzenia.
Dlatego warto postawić pytanie:
Czy większa przejrzystość pracy komisji rzeczywiście jest „czepialstwem”, czy może jest jednym z prostych sposobów na to, aby mieszkańcy mogli skuteczniej uczestniczyć w życiu swojej gminy i kontrolować działania lokalnej władzy?
Na to pytanie każdy mieszkaniec może odpowiedzieć sam.
Jedno jest jednak pewne: aktywny mieszkaniec, który czyta dokumenty gminne, zadaje pytania i proponuje poprawę przejrzystości działania władz, nie powinien być postrzegany jako problem dla samorządu. To właśnie tacy mieszkańcy sprawiają, że „mała ojczyzna” nie jest tylko nazwą jednostki administracyjnej, ale rzeczywistą wspólnotą, w której mieszkańcy interesują się tym, jak działa ich władza.




