Najpierw Zamość, potem Dorohusk, teraz Krasnystaw. Województwo lubelskie mierzy się z jedną z najcięższych fal restrukturyzacji w lokalnym przemyśle od lat. Region traci kolejne miejsca pracy w tradycyjnych gałęziach produkcyjnych, a tegoroczny bilans rysuje wyjątkowo niepokojący obraz.
Czarny bilans Lubelszczyzny: Krasnystaw, Zamość, Dorohusk
Dla wielu lokalnych społeczności decyzje koncernów produkcyjnych oznaczają kryzys życiowy setek rodzin:
-
Cersanit (Krasnystaw): 6 sierpnia około 200 pracowników zakładu Cersanitu w Krasnymstawie odebrało wypowiedzenia. To w przybliżeniu jedna czwarta całej załogi fabryki. Co osłabiło morale pracowników, wcześniej ludzie ci przebywali na przymusowych urlopach. Zgłoszony proces redukcji etatów w całej spółce dotyczy łącznie 487 osób w pięciu zakładach w Polsce.
- Black Red White (Zamość i Biłgoraj): Kilka miesięcy wcześniej meblarski gigant BRW zamknął produkcję przy ulicy Kilińskiego w Zamościu. Między 30 kwietnia a 30 czerwca pracę straciło tam 161 osób. W Zamościu pozostał jedynie magazyn, a nieruchomość po fabryce ma zostać przeznaczona pod zabudowę deweloperską. Nie jest to odosobniony przypadek – już jesienią 2025 roku BRW zgłosił zwolnienia około 800 pracowników, głównie w zakładach w Biłgoraju.
- Mondi (Dorohusk): Zamknięcie zakładu produkcyjnego pod granicą doprowadziło do likwidacji około 166 miejsc pracy.
Effektem tych decyzji jest rosnąca presja społeczna i gospodarcza na subregiony, w których bezrobocie (jak chociażby w powiecie zamojskim czy krasnostawskim) i tak utrzymywało się na wysokim poziomie.
Dlaczego fabryki zamykają drzwi? Koszty, prąd i system ETS
Analizując przyczyny fala zwolnień, władze spółek unikają niedomówień. Cersanit powołuje się bezpośrednio na drastyczny, znaczący wzrost kosztów energii elektrycznej, cieplnej i surowców.
Specyfika produkcji ceramiki opiera się na ciągłej pracy pieców, które zużywają gigantyczne ilości prądu i gazu. Tymczasem Polska staje się obszarem o jednych z najdroższych zasobów energetycznych w Europie. Według danych Fundacji ETIC z lutego, średnia cena energii dla przemysłu energochłonnego w Polsce sięgnęła 205 euro za megawatogodzinę (MWh). Dla porównania:
-
W Chinach cena ta wynosi średnio 82 euro/MWh,
-
W Stanach Zjednoczonych zaledwie 75 euro/MWh.
- Polska 205 EUR
Źródłem tak drastycznej przepaści cenowej jest unijny system handlu emisjami (ETS) – czyli podatki narzucane na emisję dwutlenku węgla. Zagraniczne zakłady, m.in. w Chinach czy USA, nie są obciążone takimi kosztami, co całkowicie burzy równowagę konkurencyjną na globalnym rynku.
Meblarstwo pod pręgierzem. Drogi prąd i brak surowcaDrugi z dużych pracodawców, Black Red White, obok osłabionego popytu eksportowego również wykazuje gwałtownie rosnące koszty stałe. W branży meblarskiej kluczową rolę gra dostępność surowca drzewnego.
Przedstawiciele Koalicji na Rzecz Polskiego Drewna od miesięcy otwarcie krytykują politykę Ministerstwa Klimatu i Środowiska. Wprowadzone moratoria na wycinkę oraz wyłączanie kolejnych obszarów leśnych z gospodarki pozyskowej przełożyły się na spadek podaży drewna, wywołując natychmiastowy skok jego cen. Efekty dla branży są tragiczne – od 2022 roku polski sektor drzewno-meblarski stracił już blisko 45 000 etatów. Po raz pierwszy w historii branży polskie meble stały się droższe w produkcji od mebli importowanych z Chin.
Matematyka uderza w polskie zakłady
Nikt nie likwiduje linii produkcyjnych w Zamościu, Dorohusku czy Krasnymstawie z powodu złej jakości pracy zatrudnionych tam ludzi. Przyczyną są koszty – prąd, gaz i surowce w Polsce kosztują znacznie więcej niż u zagranicznych konkurentów.
U podstaw tych kosztów leżą konkretne decyzje polityczne. Bez systemowych zmian, takich jak ewentualne zwolnienia z barier ETS czy odblokowanie lokalnej podaży surowca drzewnego, kolejne przedsiębiorstwa będą zmuszone ciąć produkcję, automatyzować procesy albo przenosić fabryki tam, gdzie rachunek ekonomiczny pozostaje spójny. W przeciwnym razie Region Zamojski i cała Lubelszczyzna będą nadal tracić fundamenty przemysłowe i ulegać wyludnieniu.




